wiek 6-9
5 min czytania
Bąbel i Świetlista Polana
Bąbel to wiewióreczka z różowym futerkiem i skrzydełkami, które nie potrafią latać. Gdy pewnej jesieni iskierki ze skrzydełek wskazują jej ukrytą ścieżkę, odkrywa Świetlistą Polanę i uczy się, że prawdziwe światło nosi się w sercu. Magiczna opowieść o odkrywaniu siebie.
W Wielkim Lesie Dębowym, gdzie orzechy pachniały miodem, a wiewiórki prześcigały się w zbieraniu zapasów, żyła mała wiewiórka o różowym futerku. Miała na imię Bąbel. Na jej plecach rosły malutkie, lśniące skrzydełka — delikatne jak pajęczyna, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy. Niestety, nie potrafiły unieść jej nawet na cal nad ziemię. „Do niczego nie są” — chichotały inne wiewiórki. „Bąbel to chyba żaba, nie wiewiórka!” Bąbel spuszczała głowę, ale pewnego październikowego poranka poczuła dziwne łaskotanie. Jej skrzydełka zadrżały, a wokół nich zawirnowały maleńkie iskierki, które powoli odpływały w stronę zachodu, jakby chciały jej coś pokazać.
Bąbel pobiegła za iskierkami. Ścieżka wiła się między paprociami, prowadziła przez strumyk po kamykach jak po schodkach i ginęła wśród starych dębów. Nagle iskierki zatrzymały się nad dziwną bramą z gałęzi, splecionych jak warkocze. Liście wokół niej świeciły złotem, choć był dopiero początek jesieni. Bąbel zawahała się. Żadna wiewiórka nie znała tej drogi — nie było jej na żadnej mapie orzechowej. Ale łaskotanie w skrzydełkach stawało się coraz mocniejsze, a z głębi lasu dobiegał cichy, ciepły śpiew. „Może właśnie dlatego mam skrzydełka?” — szepnęła i przecisnęła się przez gałęzie bramy.
Za bramą rozciągała się polana, jakiej Bąbel nigdy nie widziała. Trawa świeciła miękkim blaskiem, a w powietrzu tańczyły świetliki, każdy niosący maleńką melodię — jakby zbierano tu piosenki od stu lat. Na pniu starego dębu siedziała wielka, srebrzysta sowa. „Czekałam na ciebie, Bąblu” — powiedziała. „To Świetlista Polana. Raz w roku otwiera się dla kogoś, kto ma w sercu światło. Ale nasza najstarsza pieśń — Pieśń Pierwszego Liścia — zginęła, gdy przyszedł wielki wiatr. Bez niej polana zgaśnie na zawsze.” Bąbel spojrzała na swoje skrzydełka. „A ja… ja nie umiem nawet latać” — szepnęła. „Może właśnie dlatego cię wybrało” — uśmiechnęła się sowa.
Wtedy Bąbel przypomniała sobie kołysankę, którą nuciła jej babcia — starą, cichą melodię o pierwszym liściu, który odważył się zielenieć na samym czubku drzewa. Zaczęła nucić. Jej skrzydełka zadrżały i rozchyliły się jak wachlarz, a z nich popłynęły iskierki — nie na zachód, ale prosto do serca polany. Świetliki podchwyciły melodię, drzewa rozbłysły kolorami jesieni, a stara Pieśń Pierwszego Liścia rozległa się echem po całym lesie. „Widzisz?” — powiedziała sowa. „Twoje skrzydełka nigdy nie były do latania. One są do noszenia światła. I niosą je lepiej niż ktokolwiek.” Bąbel poczuła, że rośnie jej serce — albo może to polana rosła wokół niej.
Gdy Bąbel wróciła do domu, skrzydełka miała obsypane drobnymi iskierkami, które świeciły w mroku jak małe gwiazdki. Inne wiewiórki przestały się śmiać — patrzyły z podziwem, a najstarsza z nich, pani Orzeszkowa, ukłoniła się nisko. Od tamtej jesieni, co roku, gdy wiatr przynosił pierwszy złoty liść, Bąbel wracała na Świetlistą Polanę i niosła jej światło. Bo odkryła najważniejszą tajemnicę: nie trzeba umieć latać, żeby wznieść się najwyżej. Czasem wystarczy nosić w sercu iskierkę — i nie bać się, że jesteśmy inni.
Spodobała Ci się ta bajka? Przeczytaj więcej na blogu BajaAI o tym, jak bajki wpływają na rozwój dziecka 📖
Stwórz własną bajkę ⚡Podobała Ci się ta bajka?
Obserwuj nas na Instagramie i Facebooku