wiek 3-5
5 min czytania
Ignaś i rytm spadających liści
Pierwszy dzień jesieni! Ignaś, mały niedźwiadek, chce zagrać z leśnymi zwierzętami na jesiennych instrumentach — ale jego łapki są za duże do żołędzi i za małe do szyszek. Aż jeden liść spada mu wprost na nos… i Ignaś odkrywa, że każdy ma swój własny rytm.
🎧
Posłuchaj tej bajki
Ignaś obudził się, bo ktoś cichutko stukał w dach jego jaskini. Puk. Puk, puk. — To liście — szepnęła mama. — Dziś pierwszy dzień jesieni. Las zagra swoją pierwszą piosenkę. Ignaś wyskoczył z ciepłego posłania, wcisnął na szyję żółty szalik, złapał małą płócienną torebeczkę i wybiegł przed jaskinię. Świat pachniał mchem, dymem i wilgotnymi liśćmi. Wysoko nad nim klon zrzucał pierwsze złote listki, a każde z nich leciało wolno, jakby tańczyło. Ignaś zadarł pyszczek i aż pisnął z radości. — Dziś ja też chcę zagrać! — zawołał.
Na leśnej polanie zebrały się już wszystkie małe zwierzęta. Wiewiórka potrząsała szyszką, jeżyk stukał kasztanami trzymanymi w łapkach, zajączek dmuchał w pustą gałązkę, a mała sowa szeleściła garścią suchych liści. — To nasze jesienne instrumenty! — powiedziała wiewiórka. Ignaś ucieszył się i wyciągnął łapki. Wziął dwa żołędzie, żeby zaklaskać nimi jak grzechotką… Paf! Jeden żołądź wystrzelił mu z łapki i wpadł jeżykowi w kolce. Ignaś spróbował dmuchnąć w gałązkę — wyszedł z niej tylko cichy syk. Podniósł wielką szyszkę — była dla jego łapek za ciężka. Zwierzęta grały już razem, a Ignaś stał z boku i czuł, że jest za duży, za mały i w ogóle nie pasuje.
Zasmucony Ignaś usiadł pod wielkim klonem. Właśnie wtedy jeden liść spadł mu wprost na nos. Pac! Ignaś kichnął i klasnął łapkami, żeby otrzepać z niego kurz. Paf-paf! Zrobił to drugi raz. Paf-paf! Trzeci raz, mocniej. Paf-paf, tup-tup! Ignaś zamarł. Coś w środku powiedziało: „To też jest muzyka”. Podniósł łapki i zagrał jeszcze raz: paf-paf, tup-tup, paf-paf. Wiatr poruszył gałęziami i liście posypały się na trawę: szsz, szsz, plask. Ignaś patrzył na to szeroko otwartymi oczami. — Ja mam swój rytm! — szepnął zdumiony. — Mój własny rytm!
Ignaś wskoczył na pień i zaczął wybijać rytm spadających liści: paf-paf, tup-tup! Zwierzęta odwróciły się. Wiewiórka dołączyła ze swoją szyszką, jeżyk poturlał się jak wielki liść i postukiwał kasztanami, zajączek zagrał na gałązce, a sowa zatrzepotała suchymi liśćmi. Liście leciały coraz szybciej, wirowały, kręciły się w powietrzu i tańczyły — a każde uderzenie łapki Ignaśa pasowało do ich tańca. Polana zamieniła się w jedną wielką jesienną piosenkę: szsz-plask, paf-paf, tup-tup! Nawet jeż zapomniał, że jest ostry, i podskakiwał w kole. Ignaś śmiał się tak głośno, że sowa musiała wylądować mu na ramieniu. — Widzisz? — pisnęła. — Graliśmy z tobą od samego rana!
Kiedy zrobiło się szaro i chłodno, zwierzęta wróciły do swoich kryjówek. Ignaś przytulił się do ciepłego boku mamy i patrzył, jak na polanę spokojnie opada ostatni liść. — Słyszałaś? Graliśmy dziś pierwszą jesienną piosenkę — powiedział cicho. — Wiem — mruknęła mama. — Słyszałam ją aż do jaskini. Ignaś uśmiechnął się i położył łapkę na piersi. Bum, bum. Bum, bum. — Moje serce też ma rytm — szepnął. Zasnął, a na jego nos spadł ostatni złoty liść. Od tej pory, gdy liście zaczynają tańczyć, Ignaś już nie stoi z boku. Wystarczy wystukać swój rytm — i las gra razem z tobą.
Spodobała Ci się ta bajka? Przeczytaj więcej na blogu BajaAI o tym, jak bajki wpływają na rozwój dziecka 📖
Stwórz własną bajkę ⚡Podobała Ci się ta bajka?
Obserwuj nas na Instagramie i Facebooku