Lolek i łódeczka do lata
Czarny kociak Lolek wraca z wakacji nad morzem i bardzo tęskni za latem. Gdy w walizce znajduje papierową łódeczkę, którą zrobił z dziadkiem na plaży, zaczyna się najpiękniejsza nocna podróż — łódeczka odpływa prosto do lata, a rano wraca z muszelką pełną szumu morza. Ciepła bajka o tym, że lato zawsze wraca.
Kiedy samochód zajechał pod dom, Lolek westchnął. Morze zostało daleko, daleko — za lasem, za górami, za całym światem. W pokoju było cicho, a w uszach kociaka wciąż szumiały fale. Nagle łapka natrafiła w walizce na coś szeleszczącego. To była łódeczka! Zrobił ją z dziadkiem na plaży z białego papieru. — Cześć, łódeczko — szepnął Lolek. — Tęsknię za latem. A łódeczka, jakby usłyszała, zakręciła się wesoło na jego łapce. Mama śmiała się w kuchni, tata wniósł walizki, a Lolek siedział na podłodze i gładził papierowy dzióbek. Pachniało morzem, piaskiem i słońcem.
Wieczorem mama nalała do wielkiej miski ciepłej wody i postawiła ją na progu. Ale Lolek miał inny plan. Ostrożnie położył łódeczkę na wodzie. I wtedy stało się coś dziwnego. Łódeczka zaczęła świecić! Najpierw delikatnie, jak iskierka, a potem coraz mocniej, złotym, ciepłym światłem. — Łódeczko, ty umiesz pływać do lata? — zapytał zdziwiony Lolek. Papierowa łódeczka zakołysała się na wodzie, jakby kiwała głową: tak, tak! Kociak patrzył na świecącą łódeczkę szeroko otwartymi oczami. Serce biło mu szybciej niż bączek, a wąsy drżały z ciekawości.
W złotym blasku Lolek dostrzegł w środku łódeczki malutki liścik. Ktoś napisał na nim: DO LATA. — To list! — mruknął kociak i zamknął oczy. — Kochane lato, dziękuję za słońce na nosie, za ciepły piasek i za śmiech dziadka. Wróć do mnie za rok, dobrze? — Powiedział to cichutko, żeby nikt nie usłyszał. A łódeczka zakołysała się raz, drugi, trzeci... i popłynęła. Najpierw wokół miski, potem dalej, jakby sama woda prowadziła ją w drogę. Potem otworzył oczy i uśmiechnął się. Łódeczka już wiedziała, dokąd płynąć — prosto do słonecznych wspomnień.
Łódeczka płynęła! Wypłynęła z miski prosto na strumyk światła, który pojawił się na progu jak srebrna wstążka. Lolek biegł za nią przez ogród, przez wysoką trawę, przez kałuże, które dzwoniły jak dzwoneczki. Gwiazdy świeciły nad głowami, a łódeczka niosła list do lata — przez płot, przez łąkę, aż na sam koniec nocy. — Płyń, łódeczko, płyń! — wołał Lolek, machając łapką. I łódeczka odpłynęła tam, gdzie niebo całuje się z ziemią, i zniknęła w złotej poświacie. Serce Lolka biło jak mały bębenek, a łapki same niosły go przed siebie. To była najpiękniejsza podróż w całym jego kocim życiu.
Rankiem Lolek obudził się pierwszy. Wbiegł na próg i zamarł. W misce, na wodzie, kołysała się łódeczka! A w jej środku leżała mała, różowa muszelka. Kociak przyłożył ją do ucha i usłyszał... morze. Szum fal, śmiech mew, ciepły wiatr. — Dziękuję, łódeczko — wyszeptał. Muszelkę położył na parapecie, przy łóżku. I tej nocy Lolek spał spokojnie, bo wiedział: lato wróci za rok, a szum morza będzie szeptał mu do snu każdej nocy. Bo przecież najprawdziwsze lato nie kończy się nigdy — mieszka w sercu, w muszelce i w każdej nocy pełnej ciepłych wspomnień.
Spodobała Ci się ta bajka? Przeczytaj więcej na blogu BajaAI o tym, jak bajki wpływają na rozwój dziecka 📖
Stwórz własną bajkę ⚡Podobała Ci się ta bajka?
Obserwuj nas na Instagramie i Facebooku