wiek 10-13
5 min czytania
Puszek i wiązanka ostatniego lata
Czerwony samochodzik Puszek, kiedyś najszybszy na torze, w przeddzień Matki Bożej Zielnej odkrywa, że prawdziwe zwycięstwo to przyjaźń i to, co niesiemy innym. Historia o tradycji wiązanek ziół, ostatnich dniach lata i sile wspólnej drogi.
W małej wsi Ziołowo, w przeddzień Matki Bożej Zielnej, pachniało miętą, rumiankiem i świeżo skoszonym zbożem. Każdy dom przygotowywał wiązankę — bukiet ziół, polnych kwiatów i kłosów, który jutro zostanie poświęcony w kościele. Tylko czerwony samochodzik Puszek stał smutno pod starą wierzbą. Kiedyś był najszybszy na torze wyścigowym — numer 5 na jego bokach widziała cała Polska. Ale wyścigi się skończyły, a Puszek został we wsi, gdzie nikt nie potrzebował szybkości. — Pomyśl — powiedziała jego przyjaciółka Ola, splatając warkocz. — Babcia zapomniała zebrać zioła z łąki za rzeką. A taksówka zepsuła się wczoraj. Czy jest ktoś, kto mógłby je przywieźć?
— Ja! — pisnął Puszek i zapalił reflektory, aż rozbłysły jak dwa złote księżyce. — Przecież jestem stworzony do jazdy! Ola zawiązała na jego dachu wielki wiklinowy kosz i wsiadła do środka z naręczem wstążek. Jechali polną drogą, a wiatr gwizdał w oponach. Po drodze mijali sąsiadów z naręczami kwiatów. — Puszek jedzie! — wołały dzieci. — Najszybszy samochód we wsi! Puszek poczuł, że serce — a raczej silnik — bije mu mocniej niż na najlepszym torze. Bo to była pierwsza od dawna jazda, która miała sens. Nie po puchar. Po zioła dla babci Oli i na świąteczny bukiet dla całej wsi.
Łąka za rzeką była jak pomalowana: chabry błękitne jak niebo, złote rumianki, mięta pachnąca w słońcu. Ola zrywała zioła, a Puszek podjeżdżał bliżej, żeby miała krócej. Nagle niebo pociemniało. Zerwał się wiatr, który porwał wiązankę i omal nie wyrwał jej z rąk dziewczynki. — Trzymaj się! — zawołał Puszek i zasłonił ją sobą. Chmura minęła, a bukiet został cały, tylko jedna chabrowa gałązka utknęła za jego wycieraczką. — Będziesz ją nosił jako medal — zaśmiała się Ola. Puszek uśmiechnął się chromowanym zderzakiem. Wiedział już, że szybkość to nie wszystko. Czasem trzeba stanąć tak, żeby osłonić kogoś od wiatru.
Zaczęło padać. Deszcz bębnił o blachę, a droga zrobiła się śliska. — Wracamy! — krzyknęła Ola, tuląc wiązankę. Puszek włączył wszystkie światła i ruszył. Nie pędził jak na torze — jechał równo i uważnie, omijając kałuże, żeby nie zachlapać kosza. W oddali migotały ciepłe światła wsi. — Jesteś najlepszy, Puszek! — wołała Ola, a deszcz grał na dachu jak bębenek. Gdy wjechali pod starą wierzbę, słońce wyjrzało zza chmur. Wiązanka była cała, sucha i pachnąca. Babcia Oli uściskała samochodzik, a Puszek zrozumiał, że najważniejszy wyścig to ten, w którym wieziesz komuś coś cennego — i dowozisz to cało, przez deszcz i wiatr.
Nazajutrz rano, w święto Matki Bożej Zielnej, cała wieś szła do kościoła. Puszek jechał wolno i dumnie, a na jego dachu stała najpiękniejsza wiązanka — z chabrami, rumiankiem, miętą i złotymi kłosami. Ola szła obok, trzymając go za lusterko. W kościele ksiądz poświęcił bukiety, a ludzie szeptali: — Jaka cudowna wiązanka! Kto ją przywiózł? — Puszek! — odpowiadały dzieci. Po mszy Ola usiadła na jego masce i szepnęła: — Wiesz, dziś nie musiałeś być najszybszy. Wystarczyło, że byłeś przyjacielem. Puszek zamrugał reflektorami i poczuł, że to jego największe zwycięstwo. Bo prawdziwa prędkość to ta, z jaką potrafimy biec do kogoś, kto na nas czeka.
Spodobała Ci się ta bajka? Przeczytaj więcej na blogu BajaAI o tym, jak bajki wpływają na rozwój dziecka 📖
Stwórz własną bajkę ⚡Podobała Ci się ta bajka?
Obserwuj nas na Instagramie i Facebooku