wiek 6-9
5 min czytania
Tymon i piesek, który nie miał imienia
Pies to nie zabawka — to żywa istota, która ma uczucia. W tygodniu Dnia Kundelka przy zielonej bramie parku pojawia się mały, mokry kundelek bez imienia, który od tygodni czeka na kogoś, kto nie odchodzi. Królik Tymon nie może zatrzymać go w swojej norze, ale może zrobić coś znacznie ważniejszego: zaprowadzić go do ludzi. Bajka o adopcji, odpowiedzialności i o tym, że imię potrafi zmienić wszystko.
Październikowy park pachniał mokrymi liśćmi i kasztanami. Tymon zbierał je do zielonej torby, gdy na ścieżce pojawiły się dzieci z przedszkola — w brązowych i czarnych sweterkach, każde z pluszowym pieskiem pod pachą. „W niedzielę jest Dzień Kundelka” — powiedziała pani. „Pamiętajcie: pies to nie zabawka, tylko żywa istota”. Dzieci niosły torby z karmą dla schroniska. Tymon patrzył za nimi, aż nagle przy zielonej bramie coś poruszyło się w stosie liści. Wyszedł z niego mały, mokry kundelek: jedno ucho do góry, drugie na dół, łapy za duże, sierść w łatkach. W pysku trzymał kasztana. I patrzył na Tymona tak, jakby czekał na niego bardzo długo.
Tymon podzielił się wszystkim, co miał: wodą z liścia, kromką chleba, ciepłym miejscem pod korzeniem. Kundelek chciał wejść do króliczej nory, ale utknął w niej po uszy — jego łapy były za duże, a ogon nie mieścił się w zakręcie. Tymon próbował jeszcze raz, i jeszcze raz, aż w końcu usiadł i spojrzał na niego poważnie. Królicza nora nie jest domem dla psa. Pies potrzebuje człowieka: miski, smyczy, spaceru i kogoś, kto wróci wieczorem. „Nie mogę cię zatrzymać u siebie — powiedział cicho. — Ale mogę cię zaprowadzić tam, gdzie cię zatrzymają”. Kundelek przekrzywił ucho i nie upuścił kasztana ani na chwilę.
Zasunęli się pod ławkę, bo na ulicy zadzwonił tramwaj, a kundelek cały się zatrząsł. Tymon położył mu łapę na grzbiecie i czekał, aż oddech zrobi się spokojny. Wtedy piesek opowiedział mu wszystko po swojemu — cichym skomleniem, spojrzeniami w stronę bramy, nosem wbitym w ziemię. Ktoś zostawił go tu, gdy był jeszcze mniejszy. Od tamtej pory siadał przy zielonej bramie codziennie i czekał. Tymon poczuł, jak coś ściska go w środku. „Już nie będziesz czekał sam — obiecał. — Chodź. Pokażę ci ludzi, którzy nie odchodzą”. I wziął kasztana z jego pyska, i schował go do zielonej torby.
Biegli przez park, przeskakując kałuże pełne liści. Tymon prowadził, oglądając się co chwilę, a kundelek gonił go z wywieszonym językiem, rozbryzgując wodę na wszystkie strony. Na ścieżce stały dzieci z przedszkola z torbami pełnymi karmy. Zobaczyły ich i zamarły, a potem jedna dziewczynka krzyknęła: „Mamo, patrz! Piesek!” Pani z przedszkola wyjęła telefon i zadzwoniła do schroniska, a dzieci rozstąpiły się, żeby zrobić im przejście. Tymon przebiegł między ich nogami, kasztan podskakiwał mu w torbie, a kundelek — pierwszy raz od tygodni — merdał ogonem tak mocno, że aż podnosił liście z ziemi.
Przyjechała pani ze schroniska i dziewczynka o imieniu Zosia, która przyszła z mamą prosto z przedszkola. Kundelek przez chwilę stał nieruchomo, a potem sam wszedł w ich ramiona. „Jak on się nazywa?” — zapytała Zosia. Nikt nie wiedział. Wtedy Tymon wyjął z torby kasztana i położył go przed nimi. „Kasztan — powiedziała Zosia. — Będziesz Kasztan”. Od tego dnia Kasztan ma czerwoną obrożę, własną miskę i ciepły koc. A Tymon co wieczór siada przy zielonej bramie parku — i zawsze ktoś przybiega do niego z drugiej strony, z ogonem w ruchu i kasztanem w pysku.
Spodobała Ci się ta bajka? Przeczytaj więcej na blogu BajaAI o tym, jak bajki wpływają na rozwój dziecka 📖
Stwórz własną bajkę ⚡Podobała Ci się ta bajka?
Obserwuj nas na Instagramie i Facebooku